Kot. Model: piwniczny. Rozmiar: XXS. Stan: nieużywany.
17 lutego 2008
Już na wstępie powiedzmy sobie jasno, że największą krzywdą, jaką można wyrządzić kotu w trakcie jego kociego życia, to przygarnąć go z piwnicy.
Dokonajmy rachunku strat i zysków. Zabieramy go z tej brudnej, ciemnej piwnicy, w której sypiał między pralką a lodówką, załatwiał się pod spróchniałym sekretarzykiem, w której żarły go pchły, w uszy wkręcał się świerzbowiec, a pod pazurami gromadził się pył węglowy z hałdy, którą usypano w piwnicy jeszcze w latach pięćdziesiątych. My natomiast zabieramy go w czyste ciepłe miejsce, gdzie nie zabraknie mu jedzenia i picia, zabawek z tasiemką i puszystych kocyków, gdzie obdarzony zostanie troską i miłością.
Kot nam tego nie wybaczy.
Zacznie nas nienawidzić już w trakcie wyciągania go spod sekretarzyka, będzie się pluć i wyrywać, wspierany przez matkę kocicę, która będzie usiłowała nas zamordować. Poczucie krzywdy pogłębi się, kiedy już trafi do wyściełanego kocykiem pudła i otrzyma pierwszy w życiu porządny posiłek. Oczywiście, nie ruszy ani odrobiny. Koty wyciągnięte z piwnicy wyrażają swój sprzeciw poprzez całkowitą blokadę potrzeb życiowych. Potrafią nie jeść, nie pić, nie wydalać, a nawet nie ruszać się przez kilka dni. Przekaz brzmi mniej więcej tak: “Umarłem dla świata. Nie mam już po co żyć, bo nic nie będzie tak, jak dawniej. Koniec pewnej epoki”. Albo: “Moja mama tak dobrze iskała mnie z pcheł. Nic nie zastąpi mamy”. Kiedy podsuwa mu się posiłek: “Jestem taki głodny. A mleko mamy było takie smaczne” (chociaż dobrze wiemy, że nauczył się już jeść pasztety, znoszone do piwnicy przez karmicielki kotów). I tak dalej, i tak dalej, żebyśmy popadli w jeszcze większy stres, że zaraz legnie z głodu, i poczucie winy, że zniszczyliśmy kotu życie.
Przez pierwszych kilka dni trudno więc mówić o radości z nowego członka rodziny, bo rodzina poszerzyła nam się o coś, co siedzi w kącie pudła, prycha i wydziela z siebie nienawiść. (Nienawiść rodzi się też w naszym drugim, a pierwszym chronologicznie kocie; nienawidzi i nas, i tego nowego, ale to już temat na osobny wykład). Nocami piskliwie wzywa matkę, a nam śnią się wielkie wściekłe kocice, które włamują się przez okno i wygryzają nam nosy, zanim chwycą kocię za kark i przeniosą go z powrotem do piwnicy. Jest źle, nie ukrywajmy.
Oczywiście, źle jest przez kilka dni, najwyżej tydzień. Kot wyłoni się wreszcie z kąta, choć nie dlatego, że się do nas przekonał. Masochizm po prostu nie zdał egzaminu, bo nie poskutkował powrotem do stanu poprzedniego, a głód doskwiera coraz większy. Wyjście naprzeciw nowemu życiu okazuje się opłacalne, nawet kosztem współpracy z tymi naiwnymi pajacami, którzy sądzą, że kot ich zaraz pokocha. Pora się dobrze najeść, a na uczucia, czy coś w tym rodzaju, jeszcze kiedyś przyjdzie czas. Być może.
Zobacz też:
Zostaw swój komentarz. Jeśli chcesz mieć własny obrazek obok komentarza skorzystaj ze strony gravatar!