31 października 2008
Wrzesień. Wcale nie jest tak słodko, jak by się mogło wydawać, bo obrazki przedstawiają fazę środkową spaceru, czyli sam spacer. Już po ataku furii kota, któremu zakłada się szelki ze smyczą, a jeszcze przed atakiem furii kota, kiedy się go próbuje wyprowadzić z ogrodu.
Drugi kot przeżywa w tym czasie frustrację na balkonie, miauczy, niepokojąco balansuje na krawędzi (bo ja też chciałam wyjść, a czemu żeście mnie nie wzięli, zaraz do was skoczę itd.).
Koty nie są prowadzalne, to wiadomo. Jakiś mądry kociarz ujął kiedyś różnicę między psem a kotem w retorycznym pytaniu: “Czy potraficie sobie wyobrazić kota policyjnego?”. Samo zakładanie szelek ze smyczą jest dla kota jakimś rodzajem obrazy, pogwałceniem praw kota.
Robimy to tylko po to, żeby nasze koty nie zapomniały, jak smakuje trawa. W czasie spaceru zżerają bardzo dużo trawy, którą potem w domu wyrzygują na zielono.
  |
Czarno-biały kocurek ma około 6 miesięcy. Po wypadku (złamana noga, poraniona broda) właściciele zostawili go w lecznicy do uśpienia. Lekarze mieli więcej dobrej woli – w pełni go wyleczyli i wyszykowali do adopcji. Okazał się kotem-przylepą. Co zresztą widać na załączonych obrazkach. Jest jeszcze niekastrowany. Czeka na swoją, trzecią już w życiu, szansę.
|
Dziękujemy za myszkę.
16 października 2008
Na 50 m kw. Daje to wynik 0,06 kota na każdy metr kwadratowy. Trzeba uważnie stawiać kroki, bo z każdym metrem kota robi się więcej.
A nowy kot jest wspaniały, jak wszystkie, tylko jeszcze nie korzysta z kuwety.
3 października 2008
Dzieje się właśnie wtedy, kiedy zarzucamy w komputerze grę wymagającą skupienia i precyzji. Łapa kota rozprasza szczególnie podczas strzelania do przeciwnika ukrytego w krzakach.
Czasami łapa przesuwa się znad ekranu na sam ekran, właśnie w to miejsce, gdzie znajduje się nasz cel.
2 października 2008
Nie chcą z nami mieszkać, coraz gorzej znoszą nasze towarzystwo, wykorzystują każdą okazję, żeby uciec z domu. Wypadają przez balkon, wymykają się, kiedy tylko uchylimy drzwi wejściowe.
Dzień po tym, jak Leon wyleciał do ogrodu, Katia spędziła jakieś dwie godziny na klatce schodowej. Wymknęła się niepostrzeżenie, więc między 20.00 a 22.00 byliśmy przekonani, że kot jest jest gdzieś na terenie domu.
Otóż kota tam nie było. Przez cały ten czas kot był na klatce, żarł kwiatki doniczkowe i wymiotował (a wiemy o tym stąd, że musieliśmy po kocie później sprzątać). Po 22.oo zapukała do nas sąsiadka w towarzystwie naszego kota.
Jest to w sumie przykre, bo człowiek się stara, karmi i robi legowisko przy kaloryferze, podczas gdy kot już nie chce, wolałby gdzie indziej i z kimś innym, w jakimś lepszym kocim świecie.